Link :: 12.01.2006 :: 15:57

Robert Frost

ZADBAJ O TO ZAWCZASU
tłum. Stanisław Barańczak


Ta wiedźma, zmywająca schody
Szmatą i wiadrem brudnej wody —
Był to przed laty cud urody,

Róża Saronu, hollywoodzka
Gwiazda. Niszczeje świetność ludzka:
To jej typowa ewolucja.

Przechytrz swój los i umrzyj młodo.
Jeśli nie, dbaj zawczasu o to,
By zgon nie zrównał cię z hołotą.

Wykup na giełdzie wszystkie akcje!
Zaskocz swą koronacją nację!
Triumf zapewnia admirację.

Jeden ją zdobył dzięki bujdzie,
Drugi wie, że mu wszystko ujdzie;
Poszło im — może tobie pójdzie.

Choćbyś podbijał wpierw Broadwaye,
Świat cię zapomni lub wyśmieje;
Kres bezbolesny — nie istnieje.

Lepiej u boku przed agonią
Mieć przyjaźń — niechby i kupioną —
Niż nic. Zawczasu zadbaj o nią!


Komentuj (8)



Link :: 22.01.2006 :: 12:41

Włodzimierz Szymanowicz

ZAPROŚCIE MNIE DO STOŁU

Zaproście mnie do stołu
zróbcie mi miejsce między wami.
Wspominajcie sobie trudne lata,
powiedzcie otwarcie co serdecznie boli,
może znajdzie się między wami wojażer
opowie zadziwiająco o barwnych egzotycznych krajach.
Ileż to razy będziemy wstawać
wznosząc uroczyste toasty,
po ilekroć zadrży stół od śmiesznych powiedzonek.
Zaśpiewamy wspólnie stare bliskie pieśni
a potem usadowieni wygodnie w skórzanych fotelach
zasłuchamy się w fortepianowe pasaże.
Tu za drzwiami podle i samotnie
zaproście mnie do stołu.


Komentuj (6)



Link :: 31.01.2006 :: 18:52

Rainer Maria Rilke

OKTAWY ZIMOWE
tłum. Artur Sandauer


Mamyż więc dni zimowych otępiałość
przetrwać, skorupą chłodu najeżeni?
Już więcej nam o ciała ociężałość
nie otrze się otwartej wiew przestrzeni.
Noc silna jest, a taką ma wytrwałość,
że ledwie lampa chroni od jej cieni.
Pociesz się, zimowniku! W tobie gości
już dziś zapowiedź przyszłych wrażliwości.

Zeszłego lata — namyśl się, zastanów —
czyś zdążył wysmakować wszystkie róże?
Pomnisz, jak, wypoczęty, szedłeś rano
pośród zasnutych pajęczyną dróżek?
Ślad zapomniany tego błogostanu
odnaleźć spróbuj, co cię wówczas urzekł.
A jeśliś go po brzeg nie wykosztował,
raduj się, że napoczniesz go od nowa.

Może gdzie blask krążących stad gołębich?
Ptaka z gęstwiny domysł muzykalny?
Kwiat, co cię kiedyś ani grzał, ni ziębił?
Wieczoru zapach — prawie dotykalny?
Natury boską pełnię czy kto zgłębił,
jeśli sam nie jest bosko naturalny?
Bo kto by ją, jaka jest w sobie, poczuł,
w dłoniach by własnych, przepełniony, spoczął.

Spocząłby jako nadmiar i jak mnogość,
ani za jaką tęsknił już nowiną,
spocząłby jako nadmiar i jak mnogość,
ani żałował, że się z czym rozminął,
spocząłby jako nadmiar i jak mnogość,
sam sobie celem był — i sam przyczyną,
i dziwił się, że jeszcze może znosić
to chybotliwe, to ogromne Dosyć.



Komentuj (6)



Link :: 23.02.2006 :: 20:08

Adam Zagajewski

MAŁPY

Pewnego dnia po władzę sięgnęły małpy.
Nasunęły złote sygnety na palce,
nałożyły białe, nakrochmalone koszule,
zaciągnęły się wonnymi hawańskimi cygarami,
stopy zaś uwięziły w czarnych lakierkach.
Nie zauważyliśmy tego, gdyż pochłaniały nas
inne zajęcia: ktoś czytał Arystotelesa,
ktoś inny przeżywał właśnie wielką miłość.
Przemówienia władców stały się nieco chaotyczne
a nawet bełkotliwe, ale przecież nigdy nie
słuchaliśmy ich uważnie, woleliśmy muzykę.
Wojny stały się jeszcze dziksze, więzienia
cuchnęły bardziej niż dawniej.
Wydaje się, że po władzę sięgnęły małpy.



Komentuj (7)



Link :: 03.03.2006 :: 21:27

Wisława Szymborska

NOC

I rzekł Bóg: Weźmij syna twego jednorodzonego,
którego miłujesz, Izaaka, a idź z nim do ziemi
Moria i tam go ofiarujesz na całopalenie na
jednej z gór, którą tobie wskażę.
Co takiego zrobił Izaak,
proszę księdza katechety?
Może piłką wybił szybę u sąsiada?
Może rozdarł nowe spodnie,
gdy przechodził przez sztachety?
Kradł ołówki?
Płoszył kury?
Podpowiadał?
Niech dorośli
leżą sobie w głupim śnie,
ja tej nocy
muszę czuwać aż do rana.
Ta noc milczy,
ale milczy przeciw mnie
i jest czarna
jak gorliwość Abrahama.

Gdzie się skryję,
gdy biblijne oko boże
spocznie na mnie
jak spoczęło na Izaaku?
Stare dzieje
Bóg, gdy zechce, wskrzesić może.
Więc naciągam koc na głowę
w mrozie strachu.

Coś niebawem zabieleje przed oknami,
ptakiem, wiatrem
po pokoju zaszumi.
Ale przecież nie ma ptaków
z tak wielkimi skrzydłami,
ani wiatru
w takiej długiej koszuli.

Pan Bóg uda,
że wefrunął przypadkiem,
że to wcale a wcale nie tutaj,
a potem weźmie ojca
do kuchni na konszachty,
z dużej trąby mu w uszy zadmucha.

A gdy jutro skoro świt
ojciec w drogę mnie zabierze,
pójdę, pójdę
pociemniała z nienawiści.
W żadną dobroć, w żadną miłość
nie uwierzę,
bezbronniejsza
od listopadowych liści.
Ani ufać,
nic nie warte jest ufanie.
Ani kochać,
żywe serce nosić w piersiach.
Gdy się stanie, co się stać ma,
gdy się stanie,
bić mi będzie grzyb suszony
zamiast serca.

Czeka Pan Bóg
i z balkonu chmur spoziera,
czy się ładnie, czy się równo
stos zapali
i zobaczy,
jak na przekór się umiera,
bo ja umrę,
nie pozwolę się ocalić!

Od tej nocy
ponad miarę złego snu,
od tej nocy
ponad miarę samotności,
zaczął Pan Bóg
pomalutku
dzień po dniu
przeprowadzkę
z dosłowności
do przenośni.


Komentuj (14)



Link :: 25.03.2006 :: 14:19

Edward Estlin Cummings

O PARĘ KROKÓW
tłum. Stanisław Barańczak


O parę kroków

od czubka buta
mysz wpół Otruta

pyta mnie wzrokiem

sponad podłogi

co ja Takiego
zrobiłam czego

Ty byś nie zrobił



Komentuj (9)



Link :: 08.04.2006 :: 12:18

Andrzej Bursa

PEDAGOGIKA

Z dziećmi trzeba surowo
zamiast płaszcza łach
         ubierz łach
         zapnij łach
         szanuj łach
ten łach to moja praca
moje wyprute żyły
         ten łach
moje stracone złudzenia
moje niedoszłe posłannictwo
moje złamane życie
moja martwa perspektywa
wszystko ten łach
         ubierz łach
         zapnij łach
         szanuj łach


Komentuj (13)



Link :: 24.04.2006 :: 10:17

Wystan Hugh Auden

OXFORD
tłum. Paweł Marcinkiewicz


Natura najeżdża: stare gawrony w ogrodach kolegiów
Wciąż mówią, jak ruchliwe dzieci, w języku uczuć,
Obok wież rzeka wciąż płynie do morza i będzie płynęła.
Kamienie tych wież są wciąż zupełnie
Zadowolone ze swej wagi.

Skały i żywe istoty są tak mocno w sobie zakochane,
Że ich miłość własna wyklucza inne grzechy,
Przeszywają serca naszych studentów niedbałym pięknem,
Przeciwstawiają swój jedyny błąd
Ich niezliczonym wadom.

Dalej są jakieś fabryczki, później wielkie zielone hrabstwo,
Gdzie papieros pociesza złych, a hymn słabych,
Gdzie tysiące nerwusów rozpycha się i wydaje pieniądze:
Eros Paidagogos
Płacze na dziewiczym łożu.

A nad gadatliwym miastem, jak nad każdym innym,
Płaczą anioły bez przydziału. Również tu znajomość śmierci
Pochłania jak miłość, i czyste serce odmawia
Niskiemu, szorstkiemu głosowi,
Który nie zaśnie, dopóki go ktoś nie wysłucha.


Komentuj (2)



Link :: 21.05.2006 :: 12:36

Bogdan Chorążuk

PRÓBUJĘ SIĘ ZACZĄĆ

Próbuję się zacząć, ciągle od nowa próbuję, i nic z tego nie wychodzi.
Z napięciem woli, która by mogła oświetlać wielkie metropolie
skupiam się w sobie, mijają całe wieki, i filmowe gwiazdy po
kolei gasną, ciemnieją mi w oczach rozległe równiny, na próżno.

Z wysiłku tryska krew i skowyt, miękną me postanowienia, wyżużla
się nadzieja, ale wciąż nawet się jeszcze nie zaczynam.

Tuczę własne marzenia, przeliczam się, kalkuluję, staram się
wiele zrozumieć, pojąć, dlaczego mnie brakuje w wielu naraz
miejscach, dlaczego mnie brakuje na początek nawet, lecz
nic się nie dzieje.

Nie ma początku i dalszego ciągu, nie ma ciągłości, i nie ma
tylu naraz i niezrozumiałych rzeczy, że duszę się w sobie,
milczę, nie milczę, milczę i nie milczę jednocześnie, ale
nie zaczynam.


Komentuj (10)



Link :: 24.06.2006 :: 22:27

Charles Baudelaire

MOJE OBNAŻONE SERCE (fragment)
tłum. Andrzej Kijowski


Prawie całe nasze życie zużywamy na głupie ciekawości.
A jest tyle rzeczy, które powinny w najwyższym stopniu wzbudzać ciekawość ludzi, a które, sądząc z ich sposobu życia, nie zaciekawiają ich wcale.
Gdzie są nasi zmarli przyjaciele?
Po co my tu jesteśmy?
Czyśmy skądeś przyszli?
Co to jest wolność?
Czy można ją pogodzić z prawem opatrzności?
Czy liczba dusz jest skończona czy nieskończona?
A ilość ziem, które nadają się do zamieszkania?
Etc. etc.


Komentuj (20)



Link :: 11.07.2006 :: 22:09

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

DO MIĘSOŻERCÓW

Dla nich ryby skrzelami pracują w szafliku,
mając na ustach ciszę i krwawiące rany.
Dla nich kuchnia rozbrzmiewa od wrzasku i krzyku
gardzieli podrzynanych i szyj ukręcanych.

Oni to piją grozę z krwią zabitej kaczki
i warzą głowy dzieci: zadziwionych cieląt.
Wypruwają wnętrzności, krzycząc: flaczki, flaczki,
i jedzą je w niedzielę, z rodziną się dzieląc.

Lubią wody na smaku bezradnych piszczeli,
wszechzwierzęce girlandy cynicznej kiełbasy,
krwawe raki z piekielnej wyjęte kąpieli
i baraniego ciała brązowe atłasy.

Rozsmarowują trupy na niewinnym chlebie,
obwąchują zająca, czy aby dość skruszał,
z martwym ozorem w zębach czują się jak niebie,
i do cudzego mózgu śmieje się im dusza.

Pożerają, dymiący, jak nowe cmentarze,
te stroskane przystawki, te gorzkie potrawy -
Karki im nabrzmiewają, obwisają twarze,
na których śmieszek hieny zawita trupawy.

Po pięknookiej sarnie nie noszą żałoby,
ale żrą ją na stypie, w dzień pogrzebu radcy,
i zezują miłośnie do gęsiej wątroby,
bujni brzuchem jedynie, a łysiną gładcy,
a twardzi tylko sercem - i w całej stolicy
głośni - ale mlaskaniem, smętni biesiadnicy.



Komentuj (17)



Link :: 24.07.2006 :: 16:38

Thomas Stearns Eliot

MARINA
tłum. Krzysztof Boczkowski

                        Qius hic locus, quae regio, quae mundi plaga?

Jakie to morza i brzegi, jakie skały siwe i wyspy
Jaka woda obmywa dziób statku
I zapach sosen i drozd śpiewający we mgle
Jakie obrazy wracają
O moja córko.

Ci którzy ostrzą ząb psa, a znaczy to
Śmierć
Ci którzy błyszczą przepychem kolibra, a znaczy to
Śmierć
Ci którzy siedzą w chlewach zadowoleń, a znaczy to
Śmierć
Ci którzy cierpią zwierzące ekstazy, a znaczy to
Śmierć

Stają się nierealni, rozwiani przez wiatr,
Oddech sosen i śpiew mgły wśród drzew:
Dzięki ich łasce nikną tam gdzie stali

Czyja to twarz - niejasna, a jaśniejsza
Tętno w przegubie dłoni - słabsze, a jednak silniejsze -
Dane czy użyczone? bardziej odległe niż gwiazda,
                                                                           [a bliższe od źrenic

Szepty i śmiech nieśmiały - między stopą w pośpiechu
                                                                                                    [a liśćmi
Pod snem, gdzie wody wszystkie wiążą się koliście.

Bukszpryt pękał wśród lodów, farba pękała w upale.
Uczyniłem to i zapomniałem,
I pamiętam.
Osprzęt lichy i żagle zbutwiałe
Między czerwcem a wrześniem następnego roku.
Uczyniłem bezwiednie, nie wiedząc, nieznane, me własne.
Dno przecieka i szpary trzeba uszczelniać w pokładzie.
Ta twarz, ten kształt, to życie
Żyjące by żyć w świecie, który będzie po mnie; obym
Oddać mógł życie - za to życie, głos - za ten
                                                                                [niewypowiedziany,
Za budzące się warg rozchylenie, nadzieję, nowe okręty.

Jakie to morza i brzegi, i wyspy granitowe naprzeciw żeber
                                                                                                               [statku

I drozd wołający we mgle
Moja córko.


Komentuj (2)



Link :: 02.08.2006 :: 10:47

Czesław Miłosz

CO ZNACZY

Nie wie że świeci
Nie wie że lata
Nie wie że jest tym a nie innym.

I coraz częściej z otwartymi ustami,
Z gasnącym papierosem Gauloise,
Nad szklanką czerwonego wina,
Myślę o tym co znaczy być tym a nie innym.

Tak samo było kiedy miałem dwadzieścia lat.
Ale wtedy nadzieja że będę wszystkim,
Może nawet motylem i kosem, przez zaklęcie.
Teraz widzę zapylone drogi powiatu
I miasteczko w którym urzędnik poczty upija się co dzień
Z żalu że jest tożsamy tylko ze sobą.

A gdyby tylko gwiazdy zamykały mnie
I gdyby tak się zwykle odbywało
Że jest tak zwany świat i tak zwane ciało
Gdybym chciał być nie-sprzeczny. Ale nie.


Komentuj (5)



Link :: 01.09.2006 :: 17:41

Günter Grass

PAN KICHOT
tłum. Zdzisław Jaskuła


Powtarzam ciągle, mają dar Polacy.
Nawet nadmierny. W czym się im nie darzy,
mają dar w rękach i dar całowania,
i nie na darmo: smutki, kawaleria;
przydarzył się Don Quichotte, wielce wydarzony Polak,
stanął pod Kutnem, na wzgórzu,
w odwodzie miał wieczorną zorzę,
pochylił lancę obdarzoną bielą i czerwienią
i runął na te niezdarzone zwierzęta,
zdane na motory,
w polu szarym od mundurów, na skrzydło...

Przedarł się i niezdarnie całowały
– nie wiem, czy owce wiatraki czołgi –
całowały ręce Panu Kichotowi,
on zawstydził się, poczerwieniał;
darujcie, brak mi słów – mają dar Polacy.


Komentuj (5)



Link :: 06.09.2006 :: 17:22

Oleg Pastier

EZRA POUND: MOMOS
tłum. Franciszek Nastulczyk


I nagle w ciemności strumień światła trafił krytyka bogów
prosto w twarz:
„Rzuć do morza swoje grzechy. Ciążą ci!”
„Jeżeli mam umrzeć,
nie potrzebuję, żeby mi odpuszczono.” Odpowiedział Momos.


Komentuj (4)



Link :: 26.09.2006 :: 19:42

Dylan Thomas

NIE WCHODŹ ŁAGODNIE DO TEJ DOBREJ NOCY
tłum. Stanisław Barańczak


Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy,
Starość u kresu dnia niech płonie, krwawi;
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.

Mędrcy, choć wiedzą, że ciemność w nich wkroczy -
Bo nie rozszczepią słowami błyskawic -
Nie wchodzą cicho do tej dobrej nocy.

Cnotliwi, płacząc kiedy ich otoczy
Wspomnienie czynów w kruchym wieńcu sławy,
Niech się buntują, gdy światło się mroczy.

Szaleni słońce chwytający w locie,
Wasz śpiew radosny by mu trenem łzawym;
Nie wchodźcie cicho do tej dobrej nocy.

Posępnym, którym śmierć oślepia oczy,
Niech wzrok się w blasku jak meteor pławi;
Niech się buntują, gdy światło się mroczy.

Błogosławieństwem i klątwą niech broczy
Łza twoja, ojcze w niebie niełaskawym.
Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy.
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.


Komentuj (2)



Link :: 14.10.2006 :: 14:06

Włodzimierz Szymanowicz

SPACER

Zasiadł prawie pewny siebie i takim zaczyna się tolerować
O nie kanalio
Wywlokę go pod byle pretekstem na niekończący się spacer
Niech popękają mu łydy, niech się zamamle sobą
nie przeczołga się przez moją zawiść i obojętność


Komentuj (3)



Link :: 01.11.2006 :: 00:40

Stanisław Grochowiak

FRANZ KAFKA

„Umarł ze strachu”
Tak napisano
A wszędzie tylko blachy i mury –
I sztywne dymy jak wzdęte fryzury
Nad przerażeniem dachów.

Pisał o ludziach przemienionych w szczury,
O krzywych chmurach jak cienie odwachu,
Deklinował kaźnie,
Koniugował tortury –
Gramatyk strachu.

Gdzie się narodził?
A narodził się czule –
I jak innych – go smoczkiem wytrwale karmiono,
Ale ujrzał nad globem czarownicę zieloną
I jej piersi szczerbate półkule.

I szewiectwo, co wbija ćwieczki w środek mózgu.
I mularstwo, co gipsuje usta i powieki –
I nierzadko zachodził pod rzeźnickie ścieki,
By długo słuchać plusku.

„Umarł ze strachu”
Tak napisano –
Pisano gwizdem za węgłami nocy...
Miarą epoki są tacy prorocy
Nad przerażeniem dachów.


Komentuj (3)



Link :: 13.11.2006 :: 20:56

Seamus Heaney

PÓŁWYSEP
tłum. Stanisław Barańczak


Kiedy nie będziesz miał już co powiedzieć,
Spędź cały dzień na objeździe półwyspu.
Niebo wysokie jak nad pasem na lotnisku,
Ląd bez znaków szczególnych – nigdzie nie przyjedziesz,

Będziesz tylko przejeżdżał, choć stale obrzeżem, skrajami.
O zmierzchu morze i wzgórza horyzont wypija powoli,
Bieloną ścianę poddasza połyka zorane pole
I znów dokoła ciemność. Niech teraz twoja pamięć

Przywoła szklisty piasek przybrzeża i ostry zarys
Kłody, i tamtą skałę, o którą strzępił się przybój,
I ptaki, pomykające na szczudłach nóg w czas odpływu
I wyspy, na własnych grzbietach odjeżdżające w obszary

Mgieł i z powrotem, gdy nadal nic nie masz do powiedzenia
Prócz tego, że teraz już każdy szyfr krajobrazu złamiesz
Tym: czysto osadzonymi na własnych kształtach rzeczami,
Wodą, ziemią w ich posuniętych do najdalszych granic zbliżeniach.


Komentuj (3)



Link :: 30.11.2006 :: 17:24

Gottfried Benn

TRISTESSE
tłum. Krzysztof Karasek


Cienie się snują nie tylko w ogrodach,
na łąkach pełnych asfodeli kładą,
snują się pod nogami i w pieszczocie,
w której nawiedza cię sen, całują po twarzy.

Czym zatem ciało – co z róż jest i z cierni,
czym pierś – czyż nie jest fałdą z aksamitu,
i czym są włosy, ramiona, ukryte
zagłębienia, płomienne spojrzenie zachwytu:

Żyje się raz w młodzieńczych uniesieniach,
i jeszcze raz, gdy nie całujesz więcej,
więc nie nasłuchuj: ciche czy też głośne
przysięgi mają też swój termin.

A potem listopad, samotność, tristesse,
grób albo kij, który starca podeprze –
niebo nie powie nic, tylko cyprysy,
drzewa żałoby – nieporuszona wielkość.


Komentuj (1)



Link :: 08.12.2006 :: 17:46

Julian Kornhauser

PRZEMÓWIENIE

Na czym polega zmiana wewnętrzna?
Najpierw mówimy tym samym językiem,
co domagający się zmiany, zmiany
języka i kaloryferów, ciepłej drugiej
zmiany i zmiany kołnierzyków, mówimy
tym samym językiem, uczciwości
i demagogii, językiem który wrósł
w nasze przejmujące milczenie, zmieńmy
potem język, język zmiany i państwa,
język pojedynczy i żarliwy na liczbę
mnogą, bardzo mnogą, na czas przyszły,
mówmy potem wszyscy: zmieńmy tego
w sztafecie, zmieńmy dystans na dłuższy,
na tak długi, aby państwo, drodzy państwo,
drogie państwo, bardzo drogie państwo
było metą opłacalną, mówmy tym samym
niedrogim, kulturalnym językiem trybuny,
życia, życia czasopisma i czasem pisma
społecznego, społeczeństwa zmieniającego
język, język na bardzo akustyczny
głośnik, zmieńmy język na głośnik
i na tym obywatele, polega zmiana
wewnętrzna, zmiana spraw wewnętrznych.


Komentuj (3)



Link :: 17.12.2006 :: 21:53

Jarosław Iwaszkiewicz

PRINCIPIUM INDIVIDUATIONIS

Gdzie jest ten owoc granatu
którego jestem ziarnkiem?

Gdzie jest ten melon
którego jestem płatem?

Ostrze srebrnego noża
po co mnie odkroiło?

Czy z ziarna wyrośnie drzewo?
Czy w płacie ukryte nasienie?

Nóż mnie przeszywa co chwila.
Na krzyk odpowiada milczenie.


Komentuj (7)