Link :: 05.11.2005 :: 16:09

Émile van Arenbergh

SONET LISTOPADOWY
tłum. Zenon Przesmycki


Zmrok jesienny ma ciszę solenną kościoła;
Tuż pod księżycem Wenus, we mgle kadzidlanej,
Błyska, jak przed monstrancją płomyk nieśmiertelny;
Coś wielkiego, słodkiego coś kona dokoła.

Drzewa, podobne mnichom u zwłok czuwającym,
Mrąc same, rzężą psalmy ledwie dosłyszalne;
Chude ich pnie się wznoszą jak ręce błagalne,
Liście bez szmeru lecą, jak łzy, deszczem drżącym.

Podczas gdy z widnokręgu, szerząc swe zasłony,
Noc wstaje i otula bezgranicze śpiące,
Niby całun trumienny, gwiazdami łzawiony,

Tam, w dali, niebo, tracąc duszę swoją, słońce,
Jak trup świetlny, powoli zlewa się, rozkłada...
– I już nad barwnym ciałem krążą kruków stada.



Komentuj (10)



Link :: 19.11.2005 :: 14:05

Robinson Jeffers

GNIJĄCE OWCZE SKÓRY
tłum. Adam Szostkiewicz


A przecież i my stoimy na wyżynie. Ślady potopów
      wszelkich światów aż po obecne czasy zostały w tyle za naszą
Krwią i cywilizacją. Nasi inżynierowie nie nauczą się niczego
      od inżynierów Rzymu, Egiptu, Chin, i mogliby nauczyć ich więcej
Niż wyobrażali sobie ich mitotwórcy. Nasza nauka,
      choć zdezorientowana, osobista i baśniowa, orzeł oślepiony,
Słońcem, nie potrafi zniżyć się na tyle, by śmiać się
      z dziwacznej astronomii Babilonu lub z Lukrecjusza
I jego rojeń dziecinnych o początkach albo z lunatycznego łabędzia
      Platona. Co się zaś tyczy naszego mistrzostwa w rzemiośle
Wojennym i wojennego sprzętu na morzach, lądzie i w powietrzu...

      Że tak chełpliwie?
Bośmy nie dumni, ale nużąco zawstydzeni tym szczytem wszechczasów.
      Czyż jest w nas szlachetność zdolna rozpalić wyobraźnię
Przyszłych epok? Będziemy się wydawać rodem tanich
      Faustów, wulgarnych magików.
Jakich ludzi możemy im pokazać, prócz wynalazków i akcesoriów?

      Nie ludzi, ale populacje, człowieka-masę, nie życie,
Ale rozrywki, nie zdrowie, tylko lekarstwa. I ta woń:
      co to za zapach? Gnijące owcze skóry: chrześcijańskie
Ideały, które dla ochrony i ciepła nasi nadzy przodkowie...
      lecz oczywiście po dziewiętnastu stuleciach...

O Mort, vieux capitaine, est-il temps, nous levons l'ancre?
      Czas już chyba,
Prawie już pora, by zaczęły działać nasze niezrównane wynalazki.
      Dokładne, inteligentne działa
Prawie bez naszego udziału mogą wtoczyć się do akcji i obliczyć
      sobie trajektorie.
Bystre okręty znają swe cele, ogromne bombowce i myśliwce
      podobne meteorom czatują stadami w powietrzu... po co?
Marność. To także marność, też okropne, ale próżne marzenie.
Nasza cywilizacja, choćby zrobiła najgorsze, nie potrafi się zniszczyć
      może tylko, ciężko ranna, wlec się wiek za wiekiem.



Komentuj (5)